Krem „na łuszczycę” z internetu, który działa zaskakująco szybko, choć w składzie nie ma niczego szczególnego? To może brzmieć jak dobra wiadomość, ale nowe badanie z Harvard Medical School przypomina, że za spektakularnym efektem może stać ukryty lek. Naukowcy kupili w sieci popularne preparaty na egzemę, łuszczycę i przebarwienia, a w co trzecim z nich znaleźli silny steryd, którego nie było na etykiecie.
Co sprawdzili badacze?
Zespół z Beth Israel Deaconess Medical Center i Harvard Medical School opisał wyniki 8 października 2026 roku w czasopiśmie JAMA Network Open. Między lutym a grudniem 2025 roku badacze kupili u dużych sprzedawców internetowych w USA 18 produktów dostępnych bez recepty. Wybierali preparaty, które obiecywały pomoc przy zapaleniu skóry, łuszczycy, egzemie lub przebarwieniach, a jednocześnie nie zawierały w składzie żadnej substancji o udowodnionym działaniu w tych problemach. Liczyła się też popularność: produkty miały co najmniej setkę opinii klientów.
Każdy preparat przebadano metodą chromatografii cieczowej sprzężonej ze spektrometrią mas pod kątem 28 kortykosteroidów i leków przeciwgrzybiczych. Gdy coś wykryto, kupowano dwa kolejne opakowania, by potwierdzić wynik.
Co znaleziono w kremach?
Sześć z 18 produktów (33%) zawierało propionian klobetazolu – kortykosteroid z najsilniejszej grupy, dostępny w USA wyłącznie na receptę. Wynik powtórzył się we wszystkich trzech opakowaniach każdego z tych produktów. Były wśród nich trzy kosmetyki Neoprosone reklamowane jako rozjaśniające (żel, krem i serum) oraz preparaty Qian Nian Qi Cao, Psor-Val i Zudaifu, oferowane m.in. na łuszczycę, egzemę i zapalenie skóry.
Stężenie klobetazolu w pojedynczych próbkach wynosiło od ok. 0,01% do 0,46%. Dla porównania: zatwierdzone przez FDA leki zawierają 0,05%, więc najmocniejsza próbka przekraczała tę wartość ponad dziewięciokrotnie. W dwóch produktach wykryto też leki przeciwgrzybicze (terbinafinę i mikonazol), również niewymienione na opakowaniu. Produkty z ukrytym sterydem miały łącznie ponad 10 tysięcy opinii, a kilka z nich było bestsellerami w swoich kategoriach.
Dlaczego to groźne?
Silne sterydy miejscowe to skuteczne leki, ale dermatolog dobiera je do miejsca na ciele i zaleca krótkie, przerywane stosowanie. Autorzy przypominają, że długotrwałe używanie ich bez kontroli może prowadzić do ścieńczenia skóry, trądziku posterydowego i zaburzeń pigmentacji, a nawet do zahamowania czynności nadnerczy. Używane w okolicy oczu mogą sprzyjać jaskrze. Szczególnie niepokoją produkty rozjaśniające, bo zwykle nakłada się je na twarz, gdzie skóra wchłania więcej substancji, a lekarze niemal nie stosują tam sterydów z najsilniejszej grupy. Jak podkreślają eksperci cytowani przez Healio, część skutków ubocznych nie cofa się po odstawieniu preparatu.
Warto znać ograniczenia badania: próba była mała, a produkty wybrano celowo, bo istniało podejrzenie, że mogą zawierać ukryte składniki. Wynik 33% nie oznacza więc, że tak wygląda cały rynek. Badanie dotyczyło zakupów w USA. Problem nielegalnych substancji w kosmetykach dotyczy jednak także Europy, co pokazała niedawna analiza unijnych ostrzeżeń o niebezpiecznych kosmetykach „naturalnych”.
Co to oznacza dla Ciebie?
- Uważaj na „cudowne” efekty. Jeśli krem bez znanych substancji czynnych błyskawicznie wycisza łuszczycę czy egzemę, to sygnał ostrzegawczy.
- Kupuj z pewnych źródeł. Popularność i liczba opinii w sklepie internetowym nie są dowodem bezpieczeństwa.
- Nie lecz przewlekłych chorób skóry na własną rękę. Łuszczyca, atopowe zapalenie skóry czy uporczywe przebarwienia wymagają diagnozy i dobranego leczenia.
- Mów o wszystkich kosmetykach. Lekarz powinien wiedzieć także o preparatach kupionych w internecie, bo ukryty steryd może zaburzać ocenę choroby i efektów leczenia.
Jeśli stosujesz taki preparat i zauważasz ścieńczenie skóry, wysyp krostek lub zmiany koloru, zabierz opakowanie na wizytę i skonsultuj się z dermatologiem, który oceni skórę i zaplanuje dalsze postępowanie. Przy przebarwieniach dobrym pierwszym krokiem może być też wizyta u kosmetologa, który wskaże bezpieczne metody pielęgnacji.
Najczęściej zadawane pytania
Czym jest klobetazol i dlaczego nie powinien być w kosmetykach?
Propionian klobetazolu to kortykosteroid z najsilniejszej grupy, który w USA jest dostępny wyłącznie na receptę. To lek, a nie składnik pielęgnacyjny, dlatego jego stosowanie powinien kontrolować lekarz. W badanych produktach nie był wymieniony na etykiecie, więc kupujący nie wiedzieli, że go używają.
Jakie skutki uboczne może dać długie stosowanie silnego sterydu na skórę?
Autorzy badania wymieniają m.in. ścieńczenie skóry, trądzik posterydowy i zaburzenia pigmentacji. Przy dużej ekspozycji możliwe jest też zahamowanie czynności nadnerczy, a stosowanie w okolicy oczu wiąże się z ryzykiem jaskry. Część zmian może nie ustąpić po odstawieniu preparatu.
Czy wszystkie kremy na łuszczycę i przebarwienia z internetu są niebezpieczne?
Nie. Badacze celowo wybrali 18 produktów, co do których istniało podejrzenie, że mogą zawierać ukryte składniki, więc wynik 33% nie opisuje całego rynku. Badanie pokazuje jednak, że wysoka popularność i wiele opinii nie gwarantują bezpieczeństwa.
Po czym poznać, że krem może zawierać ukryty steryd?
Sygnałem ostrzegawczym może być bardzo szybka poprawa przy przewlekłej chorobie skóry po preparacie, który nie ma w składzie żadnej uznanej substancji czynnej. Samodzielnie nie da się tego potwierdzić, bo składnik nie figuruje na etykiecie. W razie wątpliwości warto pokazać produkt dermatologowi.
Co zrobić, jeśli używam takiego preparatu?
Najlepiej umówić się do dermatologa i zabrać opakowanie na wizytę. Lekarz oceni stan skóry i zdecyduje o dalszym postępowaniu. Warto też mówić mu o wszystkich kosmetykach kupionych w internecie, bo ukryty steryd może utrudniać ocenę choroby.



