Przejdź do treści
Kosmetyka naturalna

„Naturalny” nie znaczy bezpieczny. Co pokazała analiza unijnych ostrzeżeń o kosmetykach

Węgierscy naukowcy przeanalizowali unijne zgłoszenia niebezpiecznych kosmetyków reklamowanych jako naturalne. Wyjaśniamy, co znaleźli i jak czytać etykiety, by wybierać rozsądniej.

Karolina Wójcik
Redakcja cosmetologia.pl
2 min czytania
„Naturalny” nie znaczy bezpieczny. Co pokazała analiza unijnych ostrzeżeń o kosmetykach

Słowo „naturalny” na opakowaniu działa na wyobraźnię: kojarzy się z roślinami, łagodnością i brakiem „chemii”. Tymczasem przegląd opublikowany w 2026 roku w czasopiśmie Frontiers in Public Health pokazuje, że kosmetyki reklamowane jako naturalne regularnie trafiają na unijną listę produktów stwarzających poważne ryzyko. Sprawdziliśmy, co dokładnie ustalili badacze i jakie wnioski płyną z tego dla osób, które sięgają po naturalną pielęgnację.

Co i jak przeanalizowano?

Zespół z Uniwersytetu w Segedynie (z udziałem badacza z Uniwersytetu w Peczu) przejrzał zgłoszenia dotyczące kosmetyków w Safety Gate – unijnym systemie szybkiego ostrzegania o niebezpiecznych produktach nieżywnościowych. Pod lupę trafiły raporty z lat 2005–2023. Spośród 2561 zgłoszeń kosmetycznych autorzy wyłowili 289, w których nazwa lub opis produktu sugerowały naturalne pochodzenie. Wszystkie te przypadki zaklasyfikowano jako ryzyko poważne.

Warto pamiętać o ograniczeniach: to analiza zgłoszeń, a nie badanie całego rynku. Nie mówi więc, jaki odsetek „naturalnych” kosmetyków jest niebezpieczny – pokazuje natomiast, jakie problemy powtarzają się najczęściej.

Jakie problemy wykryto?

Najczęstszym powodem zgłoszeń (64%) była obecność substancji niedozwolonych w kosmetykach. Kolejne pozycje to przekroczone dopuszczalne stężenia (14%), zanieczyszczenie mikrobiologiczne (12%), metale ciężkie (5%) oraz inne nieprawidłowości, np. błędy w oznakowaniu (5%).

Na czele listy substancji znalazł się lilial (w składzie INCI: butylphenyl methylpropional), wykryty w 125 zgłoszeniach – głównie w perfumach. To związek zapachowy, który od 1 marca 2022 roku jest w UE zakazany w kosmetykach, ponieważ sklasyfikowano go jako substancję mogącą szkodzić płodności. Wśród innych wykrytych składników były m.in. hydrochinon i klobetazol (stosowane w preparatach rozjaśniających skórę), parafenylenodiamina (PPD) znana z farb do włosów, formaldehyd oraz konserwanty z grupy izotiazolinonów.

Najczęściej zgłaszano produkty do włosów (28%), perfumy (21%), kosmetyki rozjaśniające skórę (13%) i kremy (12%). Spora część pochodziła spoza UE – 131 z 289 produktów – a w 21 przypadkach pochodzenia nie udało się ustalić.

Fakty kontra marketing

Autorzy przeglądu podkreślają, że określenie „naturalny” w odniesieniu do kosmetyków może wprowadzać w błąd, a w części przypadków – ich zdaniem – świadomie. Samo hasło na etykiecie nie jest gwarancją ani składu, ani jakości produkcji. Na marginesie: zanieczyszczenie mikrobiologiczne w co ósmym zgłoszeniu przypomina, że produkty bez skutecznej konserwacji mogą się psuć – co dotyczy również kosmetyków robionych samodzielnie w domu.

Co to oznacza dla Ciebie?

  • Czytaj skład, nie tylko hasła. Lista INCI powie więcej niż słowa „eko” czy „natural” na froncie opakowania.
  • Wybieraj produkty certyfikowane i sprawdzonych producentów – to główna rada autorów badania dla konsumentów.
  • Uważaj na zakupy z niepewnych źródeł, zwłaszcza perfum, farb do włosów i kosmetyków rozjaśniających sprowadzanych spoza UE lub bez jasnej informacji o producencie.
  • Przerwij stosowanie produktu, jeśli pojawi się podrażnienie, wysypka lub inna niepokojąca reakcja.

Jeśli po użyciu kosmetyku zauważysz niepokojące objawy na skórze lub masz skłonność do alergii, skonsultuj się z dermatologiem lub kosmetologiem, który pomoże ustalić przyczynę i dobrać bezpieczną pielęgnację.

Źródła

Podziel się

Karolina Wójcik

Karolina Wójcik – redaktorka portalu Cosmetologia.pl. Codziennie śledzi świat kosmetologii i urody: nowe substancje aktywne, zabiegi kosmetyczne, trendy w medycynie estetycznej, kosmetykę naturalną i produkty bio. Tłumaczy naukę o skórze prostym językiem, tak żeby z każdego tekstu dało się wyciągnąć coś dla siebie. Oddziela fakty od marketingu i zawsze podaje źródła.

Przeczytaj także