Kremy z filtrem z dodatkiem pigmentu przestały być niszową ciekawostką. Z opublikowanej w październiku analizy Google Trends dla Włoch wynika, że w czerwcu 2026 roku zainteresowanie produktami koloryzującymi osiągnęło najwyższy poziom w historii, a głównym motorem były wyszukiwania koloryzujących kremów przeciwsłonecznych. To dobry moment, by sprawdzić, czy za modą stoi coś więcej niż wygoda „dwa w jednym”.
Skąd bierze się popularność filtrów z kolorem?
Zestawienie Google Italia pokazuje kilka powiązanych ze sobą tendencji: szybsze i prostsze rutyny, produkty hybrydowe oraz rosnący wpływ koreańskiej pielęgnacji. Krem, który chroni przed słońcem i jednocześnie lekko wyrównuje koloryt, wpisuje się we wszystkie te potrzeby naraz. Warto jednak pamiętać, że dane dotyczą wyszukiwań w jednym kraju i mówią o zainteresowaniu, a nie o skuteczności produktów.
Światło widzialne – czynnik, o którym łatwo zapomnieć
Klasyczne oznaczenia na opakowaniu – SPF i ochrona UVA – dotyczą promieniowania ultrafioletowego. Tymczasem na skórę działa także światło widzialne, w tym jego wysokoenergetyczna, niebieska część. U osób z melasmą (ostudą) czy przebarwieniami pozapalnymi może ono nasilać ciemne plamy, szczególnie przy ciemniejszych fototypach.
Przegląd opublikowany w czasopiśmie dermatologicznym JAAD przez zespół z Henry Ford Health wskazuje, że filtry mineralne stosowane w postaci nanocząstek, czyli tlenek cynku i dwutlenek tytanu, nie chronią przed światłem widzialnym. Taką ochronę zapewniają dopiero pigmenty: tlenki żelaza i pigmentowy dwutlenek tytanu – te same składniki, które nadają kremom kolor. Autorzy uznali, że produkty koloryzujące są korzystne dla osób z przebarwieniami oraz z dermatozami wywoływanymi przez światło widzialne.
Co mówią najnowsze badania – i czego nie wiemy
W 2026 roku w „Journal of Drugs in Dermatology” ukazał się przegląd, którego autorzy przeanalizowali 37 koloryzujących filtrów skierowanych do osób z przebarwieniami. Przytoczyli m.in. badanie nad melasmą, w którym preparat chroniący przed UV i światłem widzialnym zmniejszył nasilenie zmian w skali MASI o 75%, wobec 60% dla filtra chroniącego wyłącznie przed UV.
Druga część pracy jest mniej optymistyczna. Aż 97,3% produktów nie podawało w opisach online tlenków żelaza jako składnika aktywnego, a stężenie ujawniły tylko 3 z 24 marek, które odpowiedziały na pytania badaczy (od poniżej 1,4% do 10,4%). Kilka firm deklarowało ochronę przed światłem niebieskim, ale jedynie jedna opisała publicznie, jak ją sprawdzała. Nie istnieje też standard oznaczania tej ochrony, podobny do SPF – zwracał na to uwagę dermatolog Henry W. Lim podczas kongresu Amerykańskiej Akademii Dermatologii.
W praktyce oznacza to, że sama obecność koloru nie gwarantuje skutecznej ochrony przed światłem widzialnym, a hasła o „blue light protection” na opakowaniu trzeba traktować ostrożnie.
Co to oznacza dla Ciebie?
- Jeśli zmagasz się z przebarwieniami lub melasmą, krem z filtrem zawierający tlenki żelaza (w składzie INCI: CI 77491, CI 77492, CI 77499) może być rozsądnym uzupełnieniem ochrony UV.
- Kolor to nie wszystko. Najpierw sprawdź SPF (eksperci wskazują co najmniej 30) i ochronę UVA, dopiero potem odcień.
- Dobierz odcień do swojej karnacji. Uniwersalne wersje mogą nie pasować do bardzo jasnej lub bardzo ciemnej skóry, a krem, którego nie lubisz nakładać, nie zadziała.
- Nakładaj odpowiednią ilość i ponawiaj aplikację – cienka warstwa nałożona dla efektu kosmetycznego nie da ochrony deklarowanej na opakowaniu.
- Filtr to tylko część terapii. Melasma ma wiele przyczyn, dlatego plan leczenia przebarwień warto ustalić podczas konsultacji z dermatologiem lub kosmetologiem.



